wtorek, 3 grudnia 2013

Opowiadanie. pt: Świetlica

Nowy rok szkolny i znów pięknie:
nadal mam salę z instrumentem,
a sześciolatki dzwonki nowe.
Uśmiecha nutką się Beethoven,

Czajkowski dłonie już zaciera,
jego łabędzie płyną teraz,
Ivanoviczi nad Dunajem
zachęca grajków: z falą, dalej.

Dzieci skupione, zgodnym rytmem
suną pałeczki, rączki sprytne,
oczarowane walca magią,
Chaczaturianem wprost się bawią.

Publiczność mocno zasłuchana,
ma coś innego niż Batmana.
I dały brzdące bez boleści
pysznych koncertów ze trzydzieści:

Wszystkim zerówkom po kolei,
pierwszoklasiści też przyjść chcieli,
i starsze klasy, a rodzice
nagrali zdolne uczennice.

Wtedy maluchom rozbudzonym
pianino zabrał przełożony, 
a nauczyciel za zapędy
wysłuchał takiej reprymendy:

"Pani zadaniem - wychowanie, 
a nie na każdym kroku granie.
To zwykła szkoła - nie muzyczna - 
tu nie na miejscu dźwięków przystań."

Instrument smutny - żywy niegdyś -
dzisiaj nikomu niepotrzebny.
Została płyta jako dowód,
a dzieci? Dzieci krzyczą znowu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz